Piosenka tylko dla nas — darmowa bajka dla dzieci 4–7 lat
„Piosenka tylko dla nas” to darmowa bajka dla dzieci w wieku 4–7 lat o Mii, jej psie Milo i odwadze, by lubić to, co dla nas ważne. Przeczytajcie ją razem i poznajcie piosenkę bohaterów.
Bajka z Biblioteczki TO O MNIE! · Dla dzieci 4–7 lat · do wspólnego czytania
Mia i Milo
Mia miała coś, czego nie znał nikt na całym świecie.
No dobrze.
Prawie nikt.
Znał to Milo.
Milo był jej psem.
Miał miękkie uszy, cztery łapy, nos, który potrafił znaleźć okruszek nawet pod kanapą, i ogon, który machał tak mocno, że czasami wyglądało to, jakby chciał odlecieć.
Ale to nie był jego najważniejszy talent.
Milo miał inny.
Zawsze wiedział, kiedy Mia potrzebowała, żeby ktoś po prostu był.
Nie pytał:
— Co się stało?
Nie mówił:
— Nie przejmuj się.
Nie mówił:
— Przecież nic takiego.
Po prostu przychodził.
Siadał obok.
I zostawał.
Piosenka
Ich piosenka powstała pewnego deszczowego popołudnia.
Mia siedziała na podłodze i rysowała.
Rysowała Milo.
Najpierw zrobiła mu ogromne uszy.
Potem wielki brzuch.
Potem cztery łapy.
A na końcu ogon.
Tak długi, że prawie wypadł za kartkę.
Milo przyglądał się jej pracy.
Mia spojrzała na niego.
— Nie ruszaj się.
Milo się nie ruszył.
Przez trzy sekundy.
Potem przeszedł prosto przez rysunek.
Zostawił na nim dwie mokre łapy.
Mia spojrzała na kartkę.
Spojrzała na Milo.
Milo spojrzał na nią.
I wtedy Mia zaczęła się śmiać.
— Milo!
Milo zamachał ogonem.
Mia zaśpiewała pierwsze słowa, które przyszły jej do głowy:
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
Milo przechylił głowę.
Mia zaśpiewała jeszcze raz.
Tym razem trochę głośniej.
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
Milo machnął ogonem.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
— Podoba ci się?
Milo polizał ją w rękę.
— To chyba znaczy „tak”.
I od tego dnia była to ich piosenka.
Tylko dla nich.
Każdy dzień miał swój wers
Kiedy Milo ukradł Mii skarpetkę, śpiewała:
Hej, Milo, mój Milo,
znów uciekasz z moją skarpetką!
ja cię gonię, ty już wiesz,
że za chwilę złapię cię!
Milo oczywiście nigdy nie dawał się złapać od razu.
Kiedy wykopał wielką dziurę w ogrodzie, Mia śpiewała:
Hej, Milo, mój Milo,
co znalazłeś pod tą ziemią?
mały nos i wielka dziura,
może mieszka tutaj kura?
Milo wsadził nos jeszcze głębiej.
A kiedy wieczorem zasypiał obok jej łóżka, Mia śpiewała najciszej:
Śpij już, Milo, zamknij oczy,
jutro nowy dzień zaskoczy.
Gdy się rano zbudzę znów,
będziesz obok — tak jak tu.
Tę zwrotkę śpiewała zawsze dwa razy.
Milo wtedy wzdychał.
Kładł głowę na łapach.
I zasypiał.
Aż przyszedł pewien dzień
Tego dnia Mia wróciła ze szkoły i nie zaśpiewała ani jednego słowa.
Nie zaśpiewała w drodze do domu.
Nie zaśpiewała, kiedy zdejmowała buty.
Nie zaśpiewała nawet wtedy, kiedy Milo przybiegł się przywitać.
Milo przyniósł jej piłkę.
Mia jej nie rzuciła.
Przyniósł drugą.
Też nie.
Usiadł więc przed nią.
Mia pogłaskała go po głowie.
— Dzisiaj nie, Milo.
I poszła do swojego pokoju.
Zamknęła drzwi.
Milo został na korytarzu.
Przez chwilę siedział nieruchomo.
Potem położył się pod drzwiami.
I czekał.
Rysunek
Tego dnia pani w szkole poprosiła dzieci:
— Narysujcie coś, co jest dla was naprawdę ważne.
Mia od razu wiedziała, co narysuje.
Narysowała siebie.
I Milo.
Byli na łące.
Mia miała swoją ulubioną sukienkę.
Milo biegł obok niej.
Nad nimi świeciło ogromne słońce.
Mia była bardzo dumna z tego rysunku.
Kiedy pani poprosiła dzieci, żeby pokazały swoje obrazki, Mia podniosła swój.
Jedno dziecko spojrzało.
Drugie.
A potem ktoś powiedział:
— Twój pies wygląda jak ziemniak.
Kilka osób się roześmiało.
Mia też się roześmiała.
Tylko trochę.
Tak, żeby nikt nie zauważył, że wcale nie było jej do śmiechu.
Schowała rysunek.
Do końca lekcji siedziała cicho.
Kiedy wróciła do domu, wyjęła kartkę z plecaka.
Spojrzała na Milo.
Na jego ogromne uszy.
Na za długi ogon.
Na łapy.
Na siebie obok niego.
I pomyślała:
Może naprawdę wygląda śmiesznie.
A potem pomyślała coś jeszcze:
Może mój rysunek jest głupi.
Zgniotła kartkę.
I wrzuciła ją do kosza.
Stuk.
Po drugiej stronie drzwi coś zaszurało.
Mia nie odpowiedziała.
Stuk.
Cisza.
Stuk. Stuk.
— Milo, idź sobie.
Nic.
Stuk.
Mia wstała.
Otworzyła drzwi.
Milo siedział przed nią.
W pysku trzymał coś starego.
— Co ty masz?
Milo położył przed nią małą książeczkę.
Mia ją znała.
To była jej stara książeczka z rysunkami.
Trochę pogięta.
Trochę poplamiona.
Na rogu okładki widać było nawet ślad po zębie Milo.
Mia usiadła na podłodze.
Milo usiadł obok.
Otworzyła książeczkę.
Pierwsza strona.
Milo w kałuży.
Druga.
Milo pod stołem.
Trzecia.
Milo z piłką.
Czwarta.
Mia i Milo pod kocem.
Na następnej stronie był rysunek sprzed kilku lat.
Mia była na nim bardzo mała.
Milo też był mniejszy.
A nad nimi znajdowało się ogromne słońce.
Mia uśmiechnęła się.
— Pamiętasz?
Milo położył głowę na jej kolanach.
Mia przewróciła kolejną stronę.
I wtedy zobaczyła napis:
MIA I MILO
Litera „M” była krzywa.
Litera „I” miała kropkę w złym miejscu.
A Milo…
Milo naprawdę wyglądał trochę jak ziemniak.
Mia zaczęła się śmiać.
Tym razem naprawdę.
— Wiesz co?
Milo podniósł głowę.
— Chyba zawsze wyglądałeś trochę jak ziemniak.
Milo polizał ją w nos.
— Fuj!
Mia otarła nos rękawem.
I nagle poczuła coś ciepłego w środku.
Jakby ktoś zapalił małą lampkę.
Nasze rzeczy
Mia wyjęła z kosza swój szkolny rysunek.
Rozprostowała go.
Papier był pomarszczony.
Jedna kreska pękła.
Słońce było trochę zgniecione.
Milo spojrzał na kartkę.
Mia spojrzała na niego.
— Podobają ci się?
Milo zamachał ogonem.
— Nawet jeśli wyglądasz jak ziemniak?
Ogon przyspieszył.
Mia uśmiechnęła się.
— Mnie też się podobają.
Położyła rysunek obok starej książeczki.
A potem wzięła kredki.
Dorysowała sobie większy uśmiech.
Milo dostał jeszcze większe uszy.
Dorysowała słońce.
Trawę.
Chmury.
A między nimi wielkie czerwone serce.
Na dole napisała:
MIA I MILO
Tym razem litery były proste.
Prawie.
Milo położył łapę na kartce.
Mia spojrzała na szary ślad.
— Milo!
Pies spojrzał niewinnie.
Mia próbowała się nie uśmiechać.
Nie udało się.
— Dobrze.
Przytuliła go.
— Zostawimy.
Bo nagle zrozumiała coś ważnego.
Nie wszystko musi być idealne.
Nie każdy rysunek musi być najładniejszy.
Nie każda piosenka musi mieć idealny rym.
Nie każdy pies musi wyglądać jak pies.
A coś, co jest naprawdę nasze…
nie musi podobać się wszystkim.
Wystarczy, że jest ważne dla nas.
Ich piosenka
Mia spojrzała na Milo.
— Zaśpiewamy?
Milo usiadł.
Mia zaczęła cicho:
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
Milo zamachał ogonem.
Mia zaśpiewała głośniej:
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
A potem dodała nowy wers.
Taki, którego wcześniej nie było:
Gdy świat mówi: „nie tak”,
ja już wiem, że właśnie tak.
Bo to moje, bo to my,
nasze małe, wielkie dni.
Milo szczeknął.
Mia wybuchnęła śmiechem.
— To był twój wers?
Milo szczeknął jeszcze raz.
— Dobrze. Zostaje.
I od tego dnia ich piosenka miała nową zwrotkę.
Dobranoc
Wieczorem mama zajrzała do pokoju.
Na podłodze leżały kredki.
Na biurku schnął nowy rysunek.
Obok niego leżała stara książeczka.
A Mia była już w łóżku.
Milo leżał obok.
— Dobranoc — powiedziała mama.
— Dobranoc.
Światło zgasło.
W pokoju zrobiło się cicho.
Mia przez chwilę patrzyła w ciemność.
Potem szepnęła:
Śpij już, Milo, zamknij oczy,
jutro nowy dzień zaskoczy.
Gdy się rano zbudzę znów,
będziesz obok — tak jak tu.
Milo westchnął.
Mia zaśpiewała drugi raz.
Tak jak zawsze.
A potem przytuliła jego miękkie ucho.
— Wiesz co, Milo?
Milo nie odpowiedział.
Chyba już spał.
Mia uśmiechnęła się.
— Dobrze, że jesteś.
Milo poruszył ogonem.
Tylko odrobinę.
Jakby nawet przez sen wiedział, że to ważne.
A Mia zasnęła z myślą, że są na świecie rzeczy, których nie trzeba nikomu tłumaczyć.
Rzeczy, które są tylko nasze.
Nasza piosenka.
Nasz rysunek.
Nasze małe sekrety.
Nasze „pamiętasz?”.
I czasem…
nasze cztery łapy obok małego serca.
Koniec
Piosenka „Tylko dla nas”
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
Hej, Milo, mój Milo,
mały nos i wielkie szczęście,
ty znasz mnie, ja znam ciebie,
i tak dobrze nam jest razem.
Gdy świat mówi: „nie tak”,
ja już wiem, że właśnie tak.
Bo to moje, bo to my,
nasze małe, wielkie dni.
Hej, Milo, mój Milo,
chodź, usiądź tutaj blisko,
nie musimy mówić nic,
bo i tak już wiemy wszystko.
Gdy się śmieję — śmiejesz się.
Gdy mi smutno — jesteś gdzieś.
Jedna łapa, drugi krok,
i już lżejszy cały rok.
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce,
chodź, pobiegniemy tam,
gdzie nikt nie znajdzie nas.
Bo to nasze, ja i ty,
nasze wspólne, dobre dni.
I nieważne, co ktoś powie —
nasza piosenka mieszka w głowie.
Hej, Milo, mój Milo,
zamknij oczy, śpij już dziś.
Jutro znowu będzie świat,
a my będziemy w nim.
Hej, Milo, mój Milo,
cztery łapy, jedno serce.
Ty znasz mnie, ja znam ciebie.
I to jest nasze miejsce.
Tylko dla nas.
Dla rodzica
Niektóre dzieci bardzo wcześnie uczą się jednej rzeczy:
jak być takie, żeby wszystkim było dobrze.
Ładnie narysować.
Dobrze odpowiedzieć.
Nie płakać.
Nie przeszkadzać.
Nie wyróżniać się.
Nie przejmować się tym, co ktoś powiedział.
A przecież dzieci potrzebują także czegoś zupełnie innego.
Potrzebują miejsca, w którym mogą być po prostu sobą.
Ze swoim śmiechem.
Ze swoim smutkiem.
Z krzywym rysunkiem.
Z wymyśloną piosenką.
Z psem, kotem, misiem albo kimś, kto zna ich historię od początku.
Dlatego powstała ta bajka.
Nie po to, żeby nauczyć dziecko, jak powinno się zachowywać.
Tylko po to, żeby przez kilka minut mogło poczuć:
„To jest moje.”
„To jest o mnie.”
„Ktoś mnie zna.”
A może nawet:
„Wciąż jestem sobą i to wystarczy.”
Po przeczytaniu zapytaj dziecko tylko o jedno:
„A Wy macie coś, co jest tylko Wasze?”
Może własną piosenkę.
Może śmieszne słowo.
Może miejsce.
Może rysunek.
Może mały sekret.
A jeśli nie macie…
może właśnie dziś możecie stworzyć coś tylko dla Was.
Jedną rzecz.
Jedno zdanie.
Jedną piosenkę.
Jedną historię.
Bo właśnie z takich małych rzeczy dzieci budują wspomnienia, które zostają na bardzo długo.
A gdyby następna historia była naprawdę o Was?
Z imieniem Twojego dziecka.
Z jego najlepszym przyjacielem.
Z jego światem i przygodą.
TO O MNIE!
Historie, w których Twoje dziecko jest bohaterem.